Zamek Królewski na Wawelu

Zamek Królewski, który znajduje się na Wzgórzu Wawelskim to jedno z tych miejsc, które warto zobaczyć i powinno być obowiązkowe dla wszystkich odwiedzających Kraków. Na wzgórze wawelskie możemy się dostać jedną z dwóch bram: Brama Herbową od strony ulicy Kanoniczej lub Bram Bernardyńską od strony położonego na Stradomiu kościoła oo. Bernardynów.

Pomimo tego, że nie jest ono wysokie – nieco ponad 200 metrów wysokości ponad poziom morza, wyraźnie góruje nad okolicznymi zabudowaniami. Piękny widok jaki roztacza się na panoramę całego Krakowa rekompensuje nam trudy wejścia na górę. Przy pięknej, słonecznej pogodzie można z tarasu widokowego zobaczyć nawet Tatry, które tak jak kiedyś, tak i teraz strzegą południowej granicy Polski. Idąc wzdłuż południowej strony katedry wawelskiej wchodzimy w bramę zamkową. Nad pięknym, renesansowym portalem możemy przeczytać napis „Si deus nobiscum quis contra nos” – Jeśli Bóg z nami, którz przeciwko nam. Przechodzimy zacienioną bramą i wchodzimy na zawsze rozświetlony przez biała wapienną nawierzchnię dziedziniec zamkowy, otoczony niemal ze wszystkich stron przez trzy kondygnacje krużganków, które wyglądają jak korona królewska.

Zamek Królewski na Wawelu

Zamek w obecnej postaci powstał na początku XVI wieku. Przebudowa rozpoczęła się już za czasów króla Aleksandra I Jagiellończyka. Dla tych, którzy nie pamiętają zbyt dobrze historii krótkie przypomnienie. Dynastia Jagiellonów została zapoczątkowana przez Władysława Jagiełłę, który z czwartego związku małżeńskiego z Sonką Holszańską miał dwóch synów: Władysława Warneńczyka, który poległ w 1444 roku w bitwie pod Warną oraz Kazimierza Jagiellończyka. Ten ostatni ożeniony był z Elżbietą Habsburską, zwaną także „matką królów”. Skąd ten przydomek? Para królewska miała kilkanaścioro pociech, synowie królewscy to przyszli królowie: Władysław, panujący w Czechach i na Węgrzech, Jan Olbracht, Aleksander i Zygmunt zwany Starym – przyszli królowie Polski ale także św. Kazimierz Królewicz oraz przyszły prymas Polski-Fryderyk. To właśnie od budowy domu dla matki królewskiej – Elżbiety, który znajdował się w części zachodniej zamku (to część po lewej stronie od wejścia na dziedziniec, z pięknym wykuszem na krużgankach) rozpoczęła się przebudowa gotyckiego zamku królewskiego. Po nagłej śmierci królewskiego syna, była kontynuowana przez jego brata, Zygmunta I zwanego w okresie późniejszym również Starym. Przebudowa zamku trwała kilkadziesiąt lat, prowadzona była przez kilku budowniczych, z których jeden został nawet zamordowany na krakowskim rynku. W budowlę renesansową zostały wkomponowane także starsze, gotyckie elementy zamku, które do dziś są widoczne zwłaszcza od strony wschodniej elewacji zamku ( to jest elewacja, którą widzimy stojąc na Placu Ojca Adama Studzińskiego, który mieści się obok kościoła św. Idziego). Są to Wieża Jordanka (ukośnie wystająca z lewej strony), pawilon gotycki zwany Wieżą Duńską na cześć króla Danii Eryka VII, gościa weselnego wymienionej wcześniej pary królewskiej – Sonki i Władysława Jagiełły a także Kurza Stopka, wysunięta na prawo o nieco tajemniczej bryle.

            Budową w większości kierowali architekci włoscy np. Franciszek Florentyczyk czy Bartłomiej Berrecci. Stanęli oni przed bardzo trudnym zadaniem wzniesienia w obcym kraju budowli reprezentacyjnej wzorowanej na włoskim modelu. Niestety Kraków leży w nieco zimniejszej strefie klimatycznej, stąd też budowniczy postanowili zamienić piętrami sale reprezentacyjne, które we Włoszech funkcjonują na pierwszym piętrze jako „piano nobile”. Na parterze zamku umieszczono komnaty, które w dawnych czasach zajmowali zamkowi wielkorządcy czyli uogólniając ówczesne służby finansowo-księgowe, które zajmowały się rachunkami i finansami królewskimi i zamkowymi. Na pierwszym piętrze usytuowane były prywatne apartamenty królewskie, zamienione z piano nobile, które ostatecznie umieszczono na drugim piętrze. Dlaczego tak się stało? Otóż przyczyna była bardzo prozaiczna. Polska była znacznie zimniejszym krajem, więc umieszczenie apartamentów królewskich na ostatnim Pietrze oznaczałoby problemy z dogrzaniem królewskich Konat. Dlatego w Zamku Wawelskim sale reprezentacyjne – niemal dwukrotnie wyższe od normalnych komnat, jako rzadziej używane przez króla umieszczono wyżej, co możemy zauważyć przyglądając się krużgankom wawelskim. Na drugim piętrze kolumny pomiędzy łukami są dużo wyższe, wyglądają jak dwie kolumny połączone za pomocą wianuszka i zakończone charakterystycznymi, filigranowymi dzbanuszkami tuż pod dachem budynku.. Architekt w ten sposób podniósł wysokość górnego piętra nie zatracając harmonii krużganków na niższych piętrach.

Zamek Królewski na Wawelu

            Patrząc współcześnie na dziedziniec zamkowy nie można się oprzeć wrażeniu, że pomimo swej prostoty i piękna jest smutny, mało kolorowy. Pierwotnie tak nie było, dziedziniec podobnie jak i cały zamek był bajecznie kolorowy. Malowane były na czerwono kolumny krużganków (pozostałości są widoczne na kolumnach w części zachodniej), polichromowane były portale, dziedziniec był wysypany tłuczoną, czerwona cegłą, materiały, którymi był dekorowany zamek lśniły od złota, kolorowe były nawet dachówki na królewskim dachu. Pozostałością z tamtych czasów jest zachowany na ścianie południowej i częściowo wschodniej fryz z cesarzami, który znajduję się pod stropem dachu. Jest pięknym nawiązaniem do czasów antyku, które przecież odrodził się właśnie w czasach renesansu. Malowidło zachowało się tylko częściowo, ponieważ zamek wielokrotnie płonął. Ta część, na której pozostało malowidło Dionizego Stuby, renesansowego malarza, dekoratora siedziby królewskiej szczęśliwie oparła się nie tylko czasowi ale również pożarom.